Od ponad miesiąca patrzę na świat z perspektywy 6 piętra. Nie jestem do końca zadomowiona, mimo wielu moich rzeczy, które mnie otaczają. W sąsiednich oknach nikogo nie spotykam. Mam wrażenie, że poddałam się pędowi i biegnę gdzieś...gdzieś gdzie wszyscy pędzą. I nawet nie zauważam kiedy dzień zamienia się w noc.
Wszystko mknie.
ja nieprzerwanie będę stał jak pochyłe drzewo, jak karłwata sosna;)
OdpowiedzUsuń