Zatrzymałam się na chwilę. Krążę ostatnio między Domem a domem, raz na wsi, raz w mieście i w sumie miejsca znaleźć sobie nie mogę. Część rzeczy w Poznaniu, część w Domu. Ciągle czegoś zapominam, czas leci jakby gdzieś mu się śpieszyło.
I do tego załapałam fuchę wieczorowo - nocnego słuchacza. Wplątano mnie w życie dwojga ludzi, którzy nie potrafią sobie poradzić ze sobą. Tym bardziej z uczuciem. Ich wspólnym. Nie wprost, ale obie strony oczekują ode mnie jakiejś wskazówki...tak jakbym ja wiedziała co robić.
Nawet jeśli wiem to jak wytłumaczyć coś zakochanym - pokłóconym - obrażonym - porzuconym?
Nie da się.
Tak więc pozostaje nadal w tym bałaganie wokół mnie. Cieszę się, że święta są prawie już...mimo, że w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła część choinki i na młodych buźkach pojawiło się przerażenie...mimo, że młody pasterz przeżywał tremę przed pierwszymi w swoim życiu Jasełkami...i że po raz kolejny pojawił się problem z mordowaniem karpia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz