Nie wiem czy to koniec roku tak mnie nastraja, czy rozmowy, które ostatnio gdzieś tam późno w nocy się odbyły...skracam sobie noc. Tak jak kiedyś z Alą kładłyśmy się daleko po północy, by przed 7 smażyć naleśniki, tak teraz jest podobnie. Tyle tylko, że nie ma Ali. I naleśników o 7 też już nikt nie robi.
Moje pisanie sięgnęło dna. Oglądam za to dużo filmów, na które nie miałam czasu ani ochoty wcześniej.
Wszystko jakby wróciło. Może czas uporządkować życie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz