Niewyobrażalnie wielka radość, że jest już po, że nie trzeba rano się śpieszyć, ściskać w pociągu i biec w deszczu. Ten ostatni raz.
Tyle im zawdzięczam.
Pisaliśmy razem bajkę, czasami smutną, czasami tragiczną, ale wyjątkową. Zjedliśmy kilogramy ciastek, wypiliśmy litry kawy. I to wszystko co Kaś nam ugotowała. I mimo wielkiego zmęczenia, irytacji i złości pomieszanej ze zmęczeniem pamiętać się chce jak płakałyśmy ze śmiechu, jak przekręcałyśmy słowa wprowadzając w zdumienie innych ludzi. Dyplomy i medale dla najlepszej z najlepszych. Pani Zgredek, która wyjątkowo przyzwoicie się zachowywała. Kurier, który uciekł mimo, że bardzo go prosiłam. Nasz bohater, król Julian i jego Alabama. Niczego nieświadomy Geodeta. Chłopaszek z łomem w rączce. Czytanie Mendozy kawałkami i ukradkiem. Kwiaty i śluby. Szukanie mieszkania. Smsy z mężem Piotrkiem. Wielkie zakupy na allegro. Poważne rozmowy z małymi kobietkami. Wielkie projekty inżynierskie. Pan informatyk trzy razy dziennie. Zaginiony parasol.
Czerwony notes zapełniony opowieściami. I na koniec najlepsze naleśniki świata i płacz Milki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz