Wszystko w świecie się miesza, kręci, wypełnia. Mijam codziennie wielu ludzi, rzadko którą osobę znam. Trudno znać wszystkich. Nic o nich nie wiem. Czasami mogę się tylko domyślać. Dowiaduję się, że mężczyzna, który stał koło mnie czekając na autobus jest chory. Schizofrenia. Przychodzi do mnie w nocy. Straszy. A przecież nic złego mi nie zrobił i nie zrobi. Prawdopodobieństwo, że jeszcze kiedyś go spotkam jest minimalne. Ale jednak zadziałał na mnie, stał się impulsem do kolejnego kroku.
Czasami ludzie z pozoru nic dla nas nie znaczący, odgrywają ważną rolę w naszym życiu.
Pani Ania (pojęcia nie mam jak miała na imię, ale pasuje do niej Anna), którą poznałam na ślubie Gosi. Fantastyczna kobieta, ciepła i rozważna, jak najlepsza babcia. Typ kobiety na wyginięciu. Straszne sympatyczna i otwarta. Znalazła się na tym ślubie przypadkowo, bardzo jej się podobali młodzi. Zapytała mnie o moje życie dość odważne, tak jakbyśmy znały się dłużej niż 5 minut. Patrzyła mi w oczy tak, jakby chciała mnie zaczarować. Dała znak, że będzie dobrze, że dobrą drogę wybrałam. Żałuję, że nie spotkam jej nigdy więcej mimo, że obie mieszkamy w Poznaniu. Może nawet gdzieś blisko siebie. 10 minut rozmowy dało mi więcej niż kilometry słów wypowiedziane wcześniej. Dziwne.
Profesor, z którym rozmawiałam jakiś czas temu, dał mi wskazówkę/ dobrą radę, prostą a jednocześnie wielką i doskonałą.
Dziś witam na świecie Laurę przed którą całe życie wypełnione tysiącem ludzi. Wielu z nich będzie złych, zamkniętych w sobie, zawistnych i zazdrosnych. Ale trafią się też i Ci lepsi, otwarci na rozmowę i drugiego człowieka. Dadzą dużo siły i pomogą kiedy będzie to potrzebne.
Dobrze jest spotykać ludzi. Różnych. Innych od nas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz