Prawie rok temu napisałam tutaj "Przede wszystkim można liczyć na siebie. Czasami tylko.". I przez ten prawie rok nie zmieniło się w tej kwestii nic! Straszne. I nie piszę tego pełna frustracji i złości, bo ktoś coś mi zrobił. Spotkałam wielu ludzi z którymi fajnie się współpracuje i można na nich liczyć. Są dobrymi ludźmi. Szkoda, że jest ich mniejszość. Może są szczęśliwcy na tym świecie, którym udało się spotkać w większości tych lepszych ludzi. Jeśli tak to gratuluję. Widać ja mam pecha :)
I naprawdę nie ruszają mnie już żadne argumenty, że nie było czasu, nie było kiedy...
Gdzieś się zatraciła idea przyjaźni, koleżeństwa, zwykłej życzliwości.
Kilka dni temu Liska na swoim blogu pisała, że ludzie o coś pytają, ona stara się odpowiedzieć jak najlepiej potrafi i prawie nigdy nie ma po tym odzewu. Żadnego dziękuję za poświęcony czas, za pomoc. To jeszcze mogę jakoś zrozumieć, bo internet nie jest dobrym przykładem na kulturę, a wręcz przeciwnie pozwala zapomnieć o kulturze. Gorzej jeśli w bliższym kontakcie uprzejmość wynosi 0. W tym miejscu pozdrowienia należą się wszystkim tym, którym w okresie wakacji starałam się jakoś pomóc, a którzy nie rozumieli, że czasami trzeba chwilkę poczekać :)Niektórym trudno jest zrozumieć, że nie wszędzie istnieje formuła "mówisz-masz". Jeśli ktoś dla Ciebie coś robi to wypadałoby podziękować, tak szczerze.
Trochę dalej niż kilka dni temu zaniepokojona dziwnymi wpisami dawnego kolegi ze szkoły ruszyłam kogo się dało żeby sprawdzić czy wszystko ok. Naprawdę nie wyglądało to zbyt ciekawie i nie chciałam siać paniki, ale też nie chciałam zostawić tego tak ooo "a niech sobie radzi sam". Chłopak w żadne sposób nie odpowiedział, nie zareagował na swojego dawnego przyjaciela. Nie mógł wiedzieć o co dokładnie nam chodzi więc nie można powiedzieć, że nie chciał abyśmy się mieszali w jego sprawy. Zignorował kumpla i tyle.
Chyba za dużo wymagam :)Ale jest coś w ludziach, co ich psuje. I to jest coraz bardziej poważne. Dopóki czują korzyść ze znajomości, są. Korzyści się kończą, szukajmy nowej ofiary.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń