Setny wpis. Musi być poważnie.
Czy pytanie "Co u Ciebie?" jest zobowiązujące? Zadaje się je z grzeczności czy faktycznie z zainteresowania? Na ile w tym pytaniu ludzie skupiają się na sobie, a na ile interesuje ich drugi człowiek? Pyta się, bo trzeba jakoś rozpocząć rozmowę po miesiącu, roku milczenia? A może faktycznie kogoś interesuje "Co u Ciebie" i tym małym pytankiem rozpoczyna powolny ale dokładny proces wyciągania informacji z głębi Ciebie(ot choćby przykład wysoce zainteresowanej losem człowieka sąsiadki, która naprawdę musi wiedzieć).
Pada odpowiedź. Świetnie, dobrze, ok, ehh, źle, tragedia, nic. Często odpowiadam, że "u mnie nic". Nikt jeszcze nie zwrócił na to uwagi, więc albo pytanie było z rodzaju "trzeba jakoś zacząć", albo "nic" nie jest rozumiane.
Prosty mechanizm: pytanie, odpowiedź, rzeka słów od pytającego. Słowa radości, albo słowa problemów. Zawsze jest ich dużo.
Proste pytanie "Co u Ciebie?" a człowiek gubi się i nie wie co z nim zrobić.
Oglądałam ostatnio "Salę samobójców" stąd to wyżej i kilka koszmarów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz