Żeby uniknąć błędnych osądów...jestem grzecznie kupującą osobą. Przeważnie z listą i pomysłem co potrzebuję i co jeść będę przez najbliższe dni.
Wpadłam dziś na Pana, na oko 2-3 lata starszego, w dziale "chlebek". A wszystko dlatego, że wracałam do domu na pół przytomna. Ponownie spotkaliśmy się w dziale "szyneczka". Pan zlustrował mój koszyk. Po chwili ponownie. I trzeci raz. Zaczęłam się zastanawiać co ja tam mam. Mało miałam. Może ta małość go przerażała. Albo zmartwił się, że niedożywiona chodzę. Niemniej odwdzięczyłam się i też dokonałam lustracji. Takie nagromadzenie soków, tych najzdrowszych ze zdrowych, bułeczki orkiszowe i te wszystkie z ziarenkami. I to życzenie chudej szyneczki. Ponownie w dziale "ser" i "zamrażalnia". Tak oto dzięki chłopakowi, którego prawie skasowałam na wejściu, wyszłam ze sklepu z witaminkami. I to nie jest święto, bo często tak kupuję. Sam proces inspiracji był ciekawy. Wypadałoby podziękować, że jutro na obiad mam marchewkę i brokuły.
Tak tylko chciałam napisać. Nowe zajęcie w drodze. Podglądanie zakupów innych. Coś na styl "Pokaż mi co kupujesz, a powiem Ci kim jesteś".
Brak mi w tym wszystkim rzutu oka (kątem dokonanego, niby wtedy gdy szuka się w portmonetce monet) na to, w czym owe zdrowaśki wyniesione zostały (folia, lniana torebka, a może wszystko wylądowało w plecaku?).
OdpowiedzUsuńZwykła foliówka produkcji Piotr i Paweł...niestety.
OdpowiedzUsuńNo cóż, nikt nie jest idealny na szczęście.
OdpowiedzUsuń