Życie topi się w niespełnieniu. Myśli, uczuć, obietnic. Tylu ludzi spotkanych i nie dotkniętych. Tyle myśli zamordowanych w procesie tworzenia. Tyle rozmów i wysłuchań kiedy chciało się coś powiedzieć, a jednak zostało przemilczane. (W tym jestem mistrzem) Tyle dobrych życzeń i ciepłych słów, których nigdy nie skieruje się do przeciwnika. Mocowanie się ze światem. Uciekanie od "wszystko", "każdy" i "szybko". A to tak dopada. Mimo wszystko są pieniądze, wartości i "muszę sobie kupić". Mimo wszystko życie ze mną wygrywa.
Trzyma się mnie ostatnio beznadzieja. Fakt, że przez prawie dwa tygodnie mierzyłam się sama ze sobą i swoją odwagą by podejść do człowieka i mu pomóc...wstyd. Ostatecznie mężczyzna przepadł. Zmienił przystanek lub też przegoniły go zimne noce. I wyszło jak zawsze. Człowiek potknie się o drugiego, a nie pomoże. Dziecko. Dręczy mnie ostatnio ta myśl, że prawdopodobnie gdzieś czeka. A ja nie potrafię się odważyć. Tchórzostwo wpisane jest w każdy dzień. Drażnią mnie niespełnione obietnice, nieodbyte rozmowy, urwane zdania i kontakty z ludźmi, których bardzo ceniłam, których cenić chciałam. A tu mur, cisza, nie ma powrotu. Płytkość kontaktów ludzkich jest przerażająca. Wykorzystanie mniej lub bardziej, w dłuższym lub krótszym okresie czasu. W połowie lub całości. Wysysanie wrażliwości i kopanie dobrego serca. Prozaiczne zainteresowanie. Porażka intelektu.
Gdzieś w pamięci siedzi mi Jonasz i Grzesiek. Chłopcy, którzy podbili moje serce w zeszłe wakacje. Nie wiem co się z nimi dzieje, nie wiem gdzie są, czy są. Może Jonek nie mieszka już z rodzicami, a Grzesiu nie wierzy w siebie i w to, że wyrośnie z niego cudownie inteligentny i mądry mężczyzna. A może jest wszystko dobrze. Prawdopodobnie nigdy się nie dowiem. Żałuję. Podobnie jak powracający co miesiąc, trzynastego. Chłopak, który nie chciał żyć...
(melancholia dopada mnie kiedy wracam do Domu)
Chyba mam podobnie jak Ty skłonność do nieustannego spoglądania wstecz i pisania z tego niezrealizowanych scenariuszy. Ale kto nie pisał i nie pisze alternatyw dla swojej biografii? Takich opartych na świętym przekonaniu, że w innej wersji, w innym równoległym wszechświecie postąpiłby lepiej. A to "lepiej" to w ogóle bywa zwodnicze, bo skąd wiemy, że byłoby lepiej nam, innym? Na jakiej podstawie: bo nam się tak wydaje?
OdpowiedzUsuńAle niech będzie bez egotyzmu i subiektywności: po to mamy błędy by nas bolały. By gryzły, niepokoiły. I po to masz ten wspaniały umysł, by je roztrząsać i analizować - na chłodno. Ale nie uwewnętrzniać, tylko rozłożyć na czynniki pierwsze, z których wydobędziesz mechanizm je nakręcający.
I w ogóle: dlaczego nie zadzwonić, nie napisać, nie pójść, skoro ten drugi tego nie robi? (łatwo powiedzieć, kiedy samemu się nie dzwoni, nie pisze, nie chodzi:) ).