Jest taki problem. Ciągle ucieka mi czas. Ledwo zacznie się ranek, śniadania, kawa, trochę tu trochę tam, południe, robota, robota, obiad, niby coś, kolacja i dzień się kończy.
Tak wiele chwil nam ucieka, tak wiele myśli nie daliśmy rady uchwycić. Dopiero było wczoraj, a już jest jutro. Dopiero miało być, a już było. Coraz bardziej mnie to męczy. I im bardziej staram się złapać chwilę, tym ona szybciej ucieka.
Z rzeczy bardziej przyziemnych obejrzałam "Lektora". Lekkie rozczarowanie. To nie jest film majstersztyk. Są lepsze, są gorsze filmy. Choć może ten film jest dobry, tylko, że ja się nie znam.
Na klepnięcie M. odpowiem niebawem.
Bo chwila już z natury tak ma... że była, jest i już jej n(i)e ma... ;-D Ale pozostawia po sobie kotwiczki, które zakorzeniają się jak pędy młodych drzew w świadomości człowieka, bowiem dobrze uchwycone odegrają jeszcze swe role w przyszłości, ważne role, a więc w chwilach, które będą... Kup sobie siatkę na motyle o odpowiednio dużej średnicy... Biegaj więcej po łąkach rzeczywistości, bo one latają także poza wyobraźnią... Złapiesz ich więcej, i chwil i motyli :-D P.
OdpowiedzUsuńM będzie cierpliwe czekać:)
OdpowiedzUsuńM.
czas to pieniadz ktos powiedzial... daje do myslenia jak sobie z czasem poradzic... albo miec duzo kasy albo ja olac... wtedy czas przestanie istniec... takie glupty od nieuka
OdpowiedzUsuń