O ile Nowy Rok rozpoczął się spokojnie i przyjemnie...skończyło się miłe. Zasypał mnie śnieg i to tak konkretnie. W mieście da się jeszcze z tym symbolem zimy jakoś przeżyć (choć wszystko się spóźnia), ale z zasypanej miejskiej wsi jest problem się wydostać. Ale! nie wyłączyli prądu,mam co jeść i jest ciepło...nie marudzę. Niemniej wydostać się stąd muszę, ponieważ w środę urodzinujemy i potrzebny jest prezent dla Velvet oraz, co już nie jest miłe, styczeń czas sesji, pierwszy raz nie jest ona w trybie ciągłym, więc boli podwójnie.
A skoro mamy styczeń to jest i Marcin Styczeń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz