środa, 11 sierpnia 2010

Jednego dnia...

Same kobiety. Można by powiedzieć Raj. Mieszanina perfum, kolorów, pomysłów. Każdego ranka spotykamy się nad kubkami z kawą. Z cukrem, bez mleka, mocna. Zaspane, nieuczesane, bez śniadania, z śmiesznym snem na powiekach. Któraś zawsze wygląda wyjątkowo ładnie. Nowa sukienka, kolczyki. Dla każdej wcześniejszy wieczór był zbyt krótki by wszystko co zaplanowane zrobić.

I zaczynamy.

Telefony, papiery, ludzie, dużo ludzi, uśmiechy, kilometry słów i kroków. I w tej codziennej bieganinie, analizowaniu, pomaganiu, doradzaniu, załatwianiu są chwile kiedy nie da się nie zatrzymać.

Planujemy ślub. Sukienka, orkiestra, kwiaty.
Córkę boli ucho, lekarz, zastrzyki, dobre słowo i zapewnienie, że wszystko będzie dobrze.
Urodziny męża, zaskoczenie, konspirowanie, telefony, zaproszeni goście i ten dreszczyk - ciekawe co powie na tą niespodziankę?
Kupujemy mieszkanie, mierzymy, meblujemy, planujemy, analizujemy. Dużo problemów, ale jest idealne.
Złamane serca i nadzieja, że przecież kiedyś się znajdzie.
Leczymy samotność, dobrą płytą i książką.
Walczymy z zbyt wysokim rachunkiem za telefon.
Wojna na ręczniki papierowe.
Dzielimy się wafelkiem, po kawałeczku.
Wypadek brata i ten strach "dobrze, że nic mu się nie stało", taki piękny motor.
Zaręczyny Młodego, wybieramy pierścionek, obmyślamy co i jak.
Kupujemy chleb, rodzinnie.
Kupujemy laptopa.
Robimy sałatkę.
Oglądamy filmy.
Nieśmiało zaglądamy do wózków z maluchami szukając anielskich twarzy i uśmiechów.


A wieczorem, każda ogląda swoje opuchnięte stopy i wie, że jutro znowu będziemy ocierać łzy i śmiać się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz