Sierpień, błogi czas.
Biedronki wygrzewają się na ramie okna.
Maliny, maliny! Wszędzie maliny.
Późne powroty do domu. Zapach siana, kurzu. Sypie się. Zapracowani chłopcy.
Wieczorne smażenie powideł, małe słoiczki. Te słoiczki ratują życie ponurą zimą.
Ten jeden, jedyny wieczór gdy dwieście osób potrafi hasać bez wstydu. Reggae.
Zmęczenie, więcej zmęczenia. Zasypiam jak dziecko.
Wyjątkowy dzień w roku gdy wszyscy jesteśmy w jednym miejscu. Wielki obiad.
Mój sierpień.
Muszę się w końcu przełamać i zacząć robić słoiczki. Tylko jak obudzić w sobie tę pasję:)
OdpowiedzUsuńWystarczy pomyśleć o zimie i o tym jak miło będzie otworzyć słoiczek malin, wysmarować nimi naleśniki i cieszyć się kawałkiem lata :)
OdpowiedzUsuń