I był sobie człowiek. I był on różny i skomplikowany.
I byłam sobie ja. I chciałam poznać motywy jego działania.
Choć nie. To nie o motywy szło. Bardziej o to, dlaczego jest jaki jest. A był inny, niespotykany, nowy na tę chwilę. Z każdej strony wyjątkowy. Mimo, że niekoniecznie znajdował zrozumienie swych osądów w moich oczach. I gdzieś się minęliśmy. We wszystkich dziedzinach się minęliśmy.
Tak zwyczajnie, to ja nie rozumiem działalności życiowej pewnej dziewczyny. I nie chodzi o to, że myśli inaczej niż ja. Chodzi o to, że nie podejmuje próby dyskusji i rozważenia. Tak jakby miała jakąś ścianę przed sobą i nie chciała przyjąć zwątpienia/zamyślenia/pytania. W sumie to chyba nie musi chcieć? Czy trzeba chcieć się dziwić?
A z drugiej strony postać strasznie pewna siebie, swojej świetności i uroku. Taki Pan Wodzirej w złotej marynarce z kilogramami świetnych dowcipów z których śmieje się tylko dwóch pijanych.
Raz za razem ludzie, Ci na przeciwko mnie, zbijają moją chęć dziwienia się i zachwytu. Bo niby nie warto wierzyć.
Panie. Panowie. Warto!
Tak poza tym brakuje mi ostatnio intelektualnych rozrywek. Brakuje mi rozmów o czymś. Z chęcią zaopiekuję się kawałkiem. Chociażby w książce.
Dziwisz się światu, dziwisz się tej dziewczynie, że nie chce się zastanawiać, nie chce się dziwić. Ale czy czasami nie masz tak, że zazdrościsz jej i innym ludziom, którzy nie stawiają sobie pytań, nie zastanawiają się, nie zamyślają się. Nie zazdrościsz im tego, jak ich świat jest inny, prosty, łatwy? Pewny, też. Przewidywalny. Dzięki temu mogą iść przez niego w zupełnie inny sposób.
OdpowiedzUsuńA ludzie najwyraźniej nie zabijają w Tobie całej chęci dziwienia się i zachwytu, bo to jest raczej silniejsze ;) I słusznie.
Do rozmów się polecam w każdej możliwej formie, w każdym możliwym czasie, ja jestem chętny.